niedziela, 2 września 2012

Rozdział 7: Czyżbym w końcu został doceniony?! Miła niespodzianka.



*sercem Nialla*
 - Dobra chłopcy za dwa dni koncert – Paul zatarł ręce podekscytowany.
 - Już nie mogę się doczekać – w oku Joe’go zauważyłem dziwny błysk. Szczerze mówiąc nie lubiłemo go, nie dlatego, że miał inny kolor skóry! O co to to nie! Ja jestem człowiekiem tolerancyjnym, no w końcu zaakceptowałem odmienność Louisa. W sumie to sam nie wiem dlaczego, ale jakoś nie mogę się do niego przekonać. On w ogóle nie liczy się ze zdaniem innych i mam dziwne wrażenie że podlizuje się naszemu menagerowi. Ale może tylko mi się daje?
   Sięgnąłem po kolejną kajzerkę, posmarowałem ją masłem i rozejrzałem się po stole. Wybrać ser, twarożek czy może wędlinkę?!  W końcu sięgnąłem po ser i szynkę, aż mi ślinka ciekła na widok mojej kanapeczki i całego stolika zastawionego innymi smakołykami. Słuchając rozmowy chłopców i menagerów w spokoju przeżuwałem  swoje śniadanie. To chyba będzie moje ulubione miejsce w tym hotelu, a chodzi mi oczywiście o jadalnię na parterze.
 - Nialler to już piątka kanapka – zwrócił mi uwagę Liam, kiedy sięgałem po kolejną bułkę. Uśmiechnąłem się do niego słodziutko, a potem posmarowałem kajzerkę twarożkiem i wepchałem do ust. Daddy pokręcił głową zrezygnowany.
 - Chyba dopiero piąta- zauważyłem, reszta gromady wybuchła śmiechem, nawet  James, Logan, Kendall i Carlos nie ukrywali rozbawienia. Ta czwórka była trochę dziwna, przez całe śniadanie nie odezwali się ani słowem do żadnego z nas, po prostu siedzieli cicho i słuchali swojego menagera.  Raz zauważyłem jak Lou szczerzył się do ….no tego jak mu tam…..Carlosa!  a ten jakby przestraszony odwrócił wzrok, co zasmuciło trochę pasiastego, ciekawe dlaczego się tak zachowywali.
 - To może omówimy repertuar na koncert? – Joe dalej ciągnął temat naszego występu.
 - Ummm… możemy – zgodził się Paul – Chłopcy co chcecie zaśpiewać? – zwrócił się do nas choć znał odpowiedź.
 - Dajemy ci wolną rękę – powiedzieliśmy chórkiem, a on się zaśmiał. Ufaliśmy mu i wiedzieliśmy, że wybierze coś fajnego.
 - Więc może One Thing, WMYB, Gotta be you, More than this, I want i I wish? – cała nasza piątka pokiwała głowami usatysfakcjonowana.
 - A moi chłopcy hmm… Nothing even metters, Boyfriend, Famous, City is ours i Oh yeah.  Myślę, że to najlepsze rozwiązanie – Joe zachowywał się troche chamsko, bo nie spytał nawet swojego zespołu co oni uważają na ten temat. A po ich minach można było wywnioskować, że nie są zachwyceni z tych piosenek.
 - A Moments? – dopiero teraz dotarło do mnie, że Paul nie wymienił tytułu mojej ulubionej piosenki. Popatrzyłem na niego trochę zasmucony, lecz ten tylko się jakoś dziwnie uśmiechnął.
 - Razem z Joe’ em – tu nasz menager popatrzył na greka  - postanowiliśmy, że Moments zostanie zaśpiewane jako duet – wszyscy popatrzyliśmy po sobie zdziwieni, nawet chłopcy z drugiego zespołu nic nie wiedzieli na ten temat.
 - Czyli? – odłożyłem resztę kanapki na talerz i czekałem na dalsze wyjaśnienia. 
 - Czyli zaśpiewają piosenkę dwie osoby – Louis popatrzył na mnie jak na idiotę.
 - Wiem co to duet – powiedziałem lekko podirytowany, nie mogłem doczekać się calszych wyjaśnień Paula.
 - Moments zostanie zaśpiewanie przez Nialla i Carlosa -  w końcu Joe przejął pałeczkę – Musicie się postarać bo koncert za dwa dni – ja spiewam w duecie ja?! Zawsze to chłopcy dostawali takie propozycja, a ja nigdy, zawsze stałem w ich cieniu. Szczerze mówiąc nigdy nawet o tym nie marzyłem.  To jak wygrać los na loterii.
 - Ja?! –nie potrafiłem uwierzyć we własne szczęście.
 - Tak ty – Zayn poklepał mnie po plecach.
 - Ale.. – zaniemówiłem. Spojrzałem na Carlosa, który uśmiechał się szeroko, też najwyraźniej był mile zaskoczony. Posłałem mu przyjazny uśmiech, jednak chłopak speszony najpierw spojrzał na Joe’go a potem przeniósł wzrok na swoje dłonie.  O co tu chodzi?!  Lou widząc całą tą scenkę ściągnął wargi w wąską linię i posłał mi pytające spojrzenie, wzruszyłem ramionami. On też tak samo jak ja nic nie rozumiał.

*godzinę później*

 - Jest Niall? – usłyszałem głos pasiastego, prawdo podobnie właśnie przekraczał próg mojego pokoju, który dzieliłem z Zaynem.  Nie był to raczej luksusowy apartament, lecz zwyczajny pokój z dwoma łóżkami, szafą, komodą, sofą i telewizorem. ścinany miały kolor brązowy a różne dodatki typu: wazony, poduszki, pościel  była koloru beżowego. Była też łazienka i balkon z pięknym widokiem na Koloseum i Forum Romanum, po prostu zakochałem się w tym krajobrazie. Dzisiaj rano siedziałem na balkonie dobre dwie godziny i jedząc ciasteczka oglądałem stare budowle, jakby nie przyszedł Zayn i nie zaczął palić to pewnie dalej bym tam siedział.  Gdyż od zawsze uwielbiałem zabytki, można powiedzieć że oglądanie ich zawsze mnie odprężało i wyciszało.
 - Jest – usłyszałem głos mulata, a potem kroki Lou, po chwili klapną obok mnie na sofie pod oknem.
 - Ja idę na miasto – rzucił Zayn i wyszedł z pokoju chwytając w biegu bejsbolówkę. Pewnie poszedł na zakupy, a dokładniej do drogerii, bo wczoraj wieczorem i przez sen zresztą też narzekał że mu się żel skończył.
 - Louis- pasiasty jak zaczarowany patrzył na drzwi którymi przed chwilą wyszedł mulat – Nie możesz mu powiedzieć prawdy? – w końcu się otrząsnął.
 - Nie. Niall ja się tego boję – pokręcił głową zrezygnowany – Nie wiem czy on jest tak tolerancyjny jak ty – westchnął smutny.
 - Ej nie smuć się – uśmiechnąłem się pocieszająco – Może ja z nim porozmawiam? –posłał mi pytające spojrzenie – No wiesz, zbadałbym grunt – wytłumaczyłem.
 - Sam nie wiem – zaczął bacznie przyglądać się swoim czerwonym conversom przygryzając dolną wargę.
  - Tomo spójrz na mnie – poprosiłem, lecz przyjaciel dalej wpatrywał się w swoje buty – Louis proszę – spróbowałem jeszcze raz.
 - No dobra – zrobił to o co go prosiłem. W jego oczach były łzy, zrobiło mi się go strasznie szkoda, więc przytuliłem go do swojej piersi . Po chwili poczułem jego łzy na swojej klatce piersiowej.
 - Nie  płacz- szepnąłem.
 - Nawet nie wiesz jak mi jest ciężko – pociągnął nosem – Codziennie muszę udawać, że wszystko jest dobrze, że czuję się świetnie. Nawet przed wami, bo nie chcę was martwić. Ale to jest trudne, muszę ukrywać swoje uczucia do Zayna, nie mam prywatności, codziennie wieczorem zatajam przed wami fakt, że wypłakuję się w poduszkę, muszę słuchać tych wyzwisk i jeszcze moja orientacja…
 - Wiem, co czujesz i nie tylko ty masz powody do płaczu – poklepałem go po plecach, chłopak spojrzał na mnie zaszklonymi oczami.
 - Ale… dlaczego płaczesz? – spytał cicho.
 - Bo… jest mi ciężko – nie mogłem mu powiedzieć, że to dlatego, że chcę od nich odejść i zapomnieć o  tym, że chcę skończyć ten rozdział mojego życia. Lecz  było jeszcze na to za wcześnie – Chciałbyś żeby Zayn znał prawdę? – postanowiłem jak najszybciej zmienić temat. Chłopak nie wiedział jak odpowiedzieć na moje pytanie – Chciałbyś być dla niego kimś więcej niż przyjacielem? – ciągnąłem dalej.
 - No oczywiście, że chciałbym, ale to niemożliwe – w jego oczach było tyle smutku…nie mogłem patrzeć na jego cierpienie, to było straszne. Tak stać z boku i patrzeć jak pasiasty zerka na mulata z tym cierpieniem w oczach i ze świadomością, że nigdy nie będą razem. Muszę coś z tym zrobić, chcę żeby przynajmniej on był zadowolony.
 - Lou skąd możesz to wiedzieć? Skoro go kochasz to powiedz mu to! Nie udawaj, że wszystko jest okej tylko bądź z nim szczery . Tak powinni zachowywać się przyjaciele, nie powinieneś mieć przed nim tajemnic – z tej chwili uświadomiłem sobie, że ja też nie zachowuję się jak przyjaciel w stosunku do chłopaków. Przecież też miałem przed nim sekret: chciałem odejść od nich. Pokręciłem głową, żeby jakoś pozbyć się tych myśli. Powiem im wtedy gdy uznam, że ja będę na to gotowy i przede wszystkim oni.
 - Chyba masz rację, ale i tak boję się jego reakcji, cholernie się boję. Niall ja jestem przerażony! – westchnąłem ciężko.
 - Wiem. Ale pomyśl: jeżeli on czuje to samo? – może to nie zbyt w porządku z mojej strony, że robiłem mu nadzieję, ale chciałem go jakoś przekonać, udowodnić że może mam rację.
 - A jeśli nie? Jeśli powiem mu, a on tego nie zaakceptuje? To mogłoby zniszczyć nasz zespół! Moglibyśmy się rozpaść, albo stracić jednego członka – i tak stracimy pomyślałem, ale na szczęście nie powiedziałem tego na głos. Oczywiście miałem na myśli swoją osobę.
 - I właśnie dlatego mógłbym z nim najpierw porozmawiać, może bym się czegoś dowiedział – wiedziałem, że mogę mu pomóc.
- A jeśli zacznie coś podejrzewać ? – Louis dalej nie był przekonany co do mojego pomysłu.
 - To od razu się wycofam – zapewniłem – Naprawdę nie masz nic do stracenia, możesz tylko zyskać.
 - Chyba masz rację – ciągle się zastanawiał – No dobra, ale obiecaj, że nie powiesz mu za dużo – popatrzył na mnie wyczekująco.
 - Obiecuję .


__________________________________________________
 tak jak obiecałam dodaję nowy rozdział jeszcze w weekend ;) wiem że na razie jest nudno ale niedługo zacznie się dziać! jak myślicie co będzie dalej?
prosze o kom. to dla mnie wiele znaczy ;)

ps. jutro rozpoczęcie roku... też jesteście załamane? ;( to były piękne dwa miesiące...